Wielu z was pytało się mnie przez cały weekend, jak sprawuje się Yaris GR na odcinkach, więc podrzucam na świeżo moje wrażenia z jazdy. To co mnie pozytywnie zaskoczyło na samym początku to to, że ten seryjny GR pozwalał nam kręcić czasy na poziomie 6-7 miejsca w klasyfikacji generalnej. Chyba całkiem dobry wynik, biorąc pod uwagę fakt, że auto było bez klatki, jechaliśmy jako samochód „0” – czyli mogliśmy jechać szybko, ale jednak z uwagą na kibiców i bezpieczeństwo, by wszystko było ok. Jeśli chodzi o przygotowanie to ten Yaris jest w 95% seryjnym samochodem. Zmodyfikowałem go jedynie o kilka podstawowych rzeczy. zmieniłem fotele na kubełkowe i pasy – na 6-punktowe. Założyłem też płytę pod silnik, chroniąca przez uszkodzeniem oraz rozpórki kielichów przód/tył od Gorny-Sport . Coby jednak grip był dobry dołożyłem opony – slick Michelin R21 w stanie hmmmm.. takim sobie. Wrażenia z prowadzenia auta? GR daje duże poczucie bezpieczeństwa, prowadzi się fenomenalnie. Przez cały weekend ani razu mnie nie zaskoczył, a przy jakimś ratowaniu łatwo pozwalał się wyprowadzić.
Napęd – słyszałem wiele złego o tym napędzie i trochę się tego obawiałem, ale… pozytywnie się zaskoczyłem! Pozwala na precyzyjne pokonywanie zakrętów, bez niespodziewanych akcji. Przy czym, moim zdaniem, jest to napęd do skutecznej jazdy, a nie efektownej tj. latania bokami od krawędzi do krawędzi drogi. Na oponach typu slick tym autem to się jednak nie uda. Minusem jest rozpięcie tylnego dyfra i spięcie przy ciągnięciu ręcznego. Spięcie następuje z drobnym opóźnieniem, może pół sekundowym, ale przy szybkim pokonywaniu nawrotów, trochę to przeszkadza.
Skrzynia biegów – GR nie lubi szybkich zmian biegów – szczególnie „trójka”. Mimo że precyzja lewarka kusi do szybkiej zmiany, to niestety skrzynia tego nie przyjmuje. Trzeba delikatnie wyczekać z wpięciem wyższego. Za to rewelacyjną robotę robi system iMT, czyli podbijanie obrotów przy redukcji (międzygazy) – pozwala to na szybkie redukcje nawet z 2. biegu na 1.
Silnik – bardzo elastyczna jednostka, która z mocą 260 koni wystarcza w zupełności do zabawy. Do rajdowania przydałoby się trochę więcej momentu i podtrzymanie turbo, ale w serii nie można mieć wszystkiego.
Hamulce – bardzo duży plus! Seryjny hamulec z seryjnym klockiem wytrzymywał bez problemu cały oes. Nie przegrzewał się i był cały czas skuteczny. W STI czy EVO jestem przekonany, ze „spuchłby”w połowie odcinka.
Zawieszenie – seryjne amortyzatory i sprężyny dawały radę nawet na mocnych podbiciach. Przydał by się twardszy stabilizator w szybkich zakrętach, ale jak na serię naprawdę szacun za pracę.
Zbierając to wszystko do kupy, to mamy świetny samochód do treningu, jazdy na co dzień, czy na track day. Idealny do jazdy na czas, ale nie do jazdy poślizgami, a przynajmniej nie przy seryjnym secie. I w sumie warto jeszcze podkreślić, że jest to nowe auto, z ogólnie dostępnymi częściami, które nie są jakoś mega drogie. W przypadku tak częstych porównań do Lancera czy Subaru, to w przypadki tych aut zaczyna ich brakować, a z kolei ich cena jest nie raz jest wyższa niż Toyoty.
Fot. Wojciech Wróblewski, Wojciech Anusiewicz – Rallyshot








